Jak zaczęliście swoją przygodę z projektowaniem lamp? Jak długo na rynku istnieje Light My Fire?

Wszystko zaczęło się od remontu naszego domu. Chcieliśmy, aby wyglądał wyjątkowo, wyróżniał się czymś. Żona stwierdziła, że nie może znaleźć nigdzie takiej lampy, która pasowałaby do naszego salonu, więc wziąłem się do pracy. Efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania. Wcześniej pracowałem prawie 10 lat w Paryżu przy wykończeniach wnętrz. To był bardzo cenny czas, nauczyłem się tam bardzo wiele. Zrozumiałem wtedy, jak ważna jest dokładność, do której przywiązuję dziś ogromną wagę podczas tworzenia moich projektów. Po sukcesie domowej lampy zacząłem projektować kolejne. Pojechaliśmy na największe targi do Warszawy, żeby sprawdzić jak moje prace zostaną ocenione przez innych. Lampy zrobiły furorę, odwiedzający oszaleli, więc rzuciliśmy wszystko, aby w pełni skupić się na projekcie Light My Fire. Żona zajęła się tzw. sprawami papierkowymi i marketingiem, a ja poświęciłem się tworzeniu elementów wystroju wnętrz z materiałów, które inni uznaliby za całkowicie zbyteczne. Wszystko to dzieje się dopiero od 5 miesięcy.

Czy nazwa waszej firmy jest przypadkowa czy możemy doszukiwać się chociażby inspiracji znaną piosenką zespołu The Doors pod tym samym tytułem?

Na spotkaniu z Kamilem Tylutkim, który bardzo pomógł nam w sprawach marketingu, zastanawialiśmy się nad nazwą. W pewnym momencie zadał pytanie: Co kojarzy się wam ze słowem light? Jakieś słynne powiedzenie? Pierwsze słowa, rzeczy, które przychodzą wam na myśl? Żona krzyknęła: Light my fire! Jej pierwszym skojarzeniem był tytuł piosenki zespołu The Doors. Zerknąłem na nią sceptycznie, lecz gdy ujrzałem błysk w jej oczach to wiedziałem, że tak już musi zostać. Teraz jestem bardzo zadowolony z tej nazwy, to był prawdziwy strzał w dziesiątkę. Nazwa nieprzypadkowo nawiązuje do tytułu utworu legendarnego zespołu The Doors. Ten zespół budził wiele kontrowersji, ale z pewnością nie można mu odmówić oryginalności i unikalności, które mocno staramy się podkreślić w naszych produktach. Słowo light jest swojego rodzaju grą słów, bo można je tłumaczyć jako światło (nawiązanie do naszych produktów) lub też swojego rodzaju rozgrzanie (nawiązanie do tego, że rozgrzewamy emocje i serca). Light My Fire. Tacy jesteśmy – unikalni i uwielbiający rozgrzewać zmysły naszymi lampami.

Opowiedzcie proszę o swojej pierwszej pracy, co to było i jak powstało?

Wróciłem z pracy, zszedłem po cichutku do piwnicy, spośród 20 leżących tam belek wybrałem jedną i zabrałem się do pracy. Czuję, że lepiej wtedy nie mogłem wybrać. Wiele godzin spędzonych w małym warsztaciku w piwnicy przyniosło rewelacyjny efekt. Znajomi i rodzina byli zachwyceni. Wiele osób nie było przekonanych do tego co robię, lecz szybko zmienili zdanie. Po całym procesie obróbki, piaskowaniu, szlifowaniu etc. wszyscy byli pod wrażeniem efektu końcowego. Tak powstał Cactus który stoi u nas w salonie i jest wizytówką naszej firmy.


Wasze prace są często utrzymane w futurystycznym klimacie czy to wasza wizytówka?

Futurystyczny klimat zdecydowanie jest nam bardzo bliski, choć tworzone przez nas projekty można z powodzeniem wykorzystać także we wnętrzach urządzonych w innym stylu np. w celu wprowadzenia kontrastu i przełamania monotonii. Naszym podstawowym celem jest jednak tworzenie niepowtarzalnych rzeczy o nowoczesnym wyglądzie i kojarzących się z techniką przyszłości.


Skąd czerpiecie materiały do swoich lamp i mebli?

Elementy metalowe pochodzą ze złomowisk, które często odwiedzam. Wiele rzeczy zostało znalezionych na strychach i w piwnicach domów naszych rodziców i dziadków, a nawet znajomych. Drewno pochodzi z Paryża. Mieszka tam wielu naszych krewnych i znajomych, którzy pracują w branży wykończenia wnętrz. Kiedy tylko mogą, odkładają nam każdy kawałek drewna z historią. Tamtejsze kamienice zbudowane są w większości na dębowych belkach, piaskowcu i gipsie, dlatego to drewno ma tak wyjątkowy kształt i kolor. Takie drewno bardzo ciężko znaleźć w Polsce.


Co Was inspiruje w pracy, skąd biorą się pomysły na projekty?

Zanim zacząłem projekt Light My Fire, nie sądziłem, że mam w sobie takie pokłady kreatywności. Nie rysuję projektów na kartce, ani na komputerze, takie podejście jest mi kompletnie obce. Przychodzę do warsztatu, spoglądam na leżące tam elementy i w mojej głowie pojawia się wizja ich połączenia, która pozwala na tworzenie czegoś oryginalnego i pięknego zarazem. Potem tę wizję wcielam w życie. Inspiracją jest dla mnie również moja żona. Patrycja często pokazuje mi projekty, które jej się podobają i zastanawia się jak połączyć ich najlepsze cechy. Dzięki jej sugestiom wykonałem niejeden piękny i niepowtarzalny przedmiot, który bez jej pomocy nigdy by nie powstał.


Jakie są idee Waszej pracy?

Idee upcyklingu i recyklingu są nam szczególnie bliskie. Pomysł ponownego wykorzystania rzeczy, które według wielu nadają się już tylko do wyrzucenia, pomaga chronić nasze środowisko. Powinniśmy podjąć pewne działania, aby otaczająca nas przyroda nadal pozostawała piękna. Ochrona środowiska przyrodniczego nie powinna być obojętna nikomu. Dbanie o naturę i piękno wokół to ważne wartości, którymi kierujemy się każdego dnia. Jeśli dodatkowo ich wykorzystanie pozwala na stworzenie czegoś fantastycznego, co zachwyca otoczenie to korzyść jest podwójna.

Czy tworzycie także projekty personalizowane, w których klient sam narzuca pomysł?

Oczywiście. Jesteśmy otwarci na projekty klientów. Naszą grupą docelową są osoby, które szukają czegoś oryginalnego i których oferty dostępne w tradycyjnych sklepach meblowych i marketach budowlanych rozczarowały. Tacy klienci zwykle doskonale wiedzą, czego chcą i szukają tylko odpowiedniej firmy, która może im to dostarczyć. Lubimy wybrednych klientów. Presja by stworzyć coś naprawdę zaskakującego jest bardzo motywująca.

Od czego zaczynacie projektowanie?

Projektowanie rozpoczyna się od wyprawy na złomowisko. Tam wybieram przedmioty, które wyglądają interesująco i mogą sprawdzić się przy tworzeniu lamp i innych elementów wystroju wnętrz. Jak wspomniałem wcześniej, kolejnym etapem jest uruchomienie wyobraźni. W mojej głowie powstaje wizja nowego, pięknego przedmiotu, który pozwoli tchnąć w te śmieci nowe życie. Swoją wizję konsultuję z bliskimi, którzy bardzo kibicują mi od samego początku powstania Light My Fire.

W ofercie waszych prac znajdują się także meble, chociaż nie jest ich tak dużo jak lamp. Czy to oznacza, że zakres waszych prac będzie się powiększał?

Nie chcemy zatrzymywać się w miejscu, dlatego stale rozszerzamy zakres naszych projektów. Oprócz lamp stworzyliśmy również lustra, krzesła i stoły. Na początku zajmowaliśmy się wyłącznie tworzeniem lamp, ponieważ 15 metrów kwadratowych piwnicy nie pozwalało nam na większe projekty. Dzisiaj wynajmujemy już warsztat, dlatego możemy pozwolić sobie na dużo więcej.

Do jakich wnętrz dedykowane są wasze realizacje?

Nasze produkty najlepiej sprawdzą się przede wszystkim w nowoczesnych, futurystycznych wnętrzach. Aranżacje w takim stylu kochają kontrasty, a zatem mocnym akcentem może być nasz produkt. Przy odrobinie pomysłowości można jednak wykorzystać je do wprowadzenia wyjątkowego elementu w bardziej tradycyjnych aranżacjach. Ostatecznie, jedynym ograniczeniem w ich wykorzystaniu jest wyobraźnia.