Jest w tej zabawie z mapą dużo ciekawości i podglądactwa, ale też ekscytacji: co się stanie, kiedy… – jak w dziecięcej zabawie – przesunę butelkę z sosem pomidorowym nad Polskę. Co o naszym guście powie mi tabela, która się wówczas wyświetli? Czy jest coś takiego jak ekogust w odniesieniu do jogurtu naturalnego? I czy naprawdę może różnić się w poszczególnych krajach? Jak bardzo?

Okazuje się, że bardzo. O ile Włosi lubią jogurt „solidny” i gęsty, o tyle Holendrzy wolą, kiedy jest homogenizowany do aksamitnej konsystencji. A my? Jako jedyni w Europie lubimy, kiedy jogurt pachnie mlecznie, lekko kwaśno, doceniamy też, kiedy jest kremowy. Dla ekokonsumenta jogurt powinien być biały, bo biały znaczy naturalny, a naturalny nie przemyca niczego…

A teraz salami. Dla Włochów – znawców tematu – w salami liczy się przede wszystkim kolor: ma być ciemny, wyraźny, pełny, podobnie jak smak. Mieszkańcom Italii obeznanym z charakterystyczną wędliną nie przeszkadza ani kwaśny posmak, ani lekko pleśniowy aromat, ani woń czosnku – to akurat nas z nimi łączy, bo choć nie mamy takiej obsesji na punkcie koloru, chcemy, aby salami smakowało czosnkiem lub rozmarynem. Nie lubimy pleśniowych nut.

Niemcy z kolei nie lubią w salami zapachu wołowiny i – kompletnie odmiennie od Włochów – nie ufają bogatemu kolorowi.

Podobny gust mają Holendrzy – dla nich salami ma pachnieć jak wieprzowina i być lekko podwędzone. Najdelikatniejsze lubią… Francuzi: dla nich ta pikantna wędlina nie powinna nawet być zbyt słona, skoro już nosi nalepkę „organic”.

Co myśli ekokonsument: czy prawdziwe jabłko jest czerwone, czy zielone? Różnie… Niemcy nie przepadają ani za kolorem, ani za smakiem zielonego jabłuszka, podczas gdy my akceptujemy obie wersje. Włosi nie mają nic przeciwko cytrusowym nutom i blaskom koloru żółtego.

A oleje? Jak to z nimi jest? Czy liczy się kolor słońca? Czy może trawiaste nuty? Tu wyraźne preferencje mają Francuzi i Szwajcarzy, określając nie tylko orzechowe nuty w smaku, ale i odcienie żółci. Ciemnożółty to ulubiony kolor oleju w Holandii. Co ciekawe, Polski pod tym kątem nie przebadano.

I wreszcie ciasteczka… Tu już wszyscy szaleją: aromaty miodu, odpowiednia kruchość… Szwajcarzy lubią – to chyba nikogo nie zaskoczy – czekoladowe. Francuzi wolą, by nawet ich herbatniki pachniały jabłkami. A Polacy? Lubią ciastka… złote i mączne!

Siedzę z wypiekami na twarzy i przenoszę kursorem nad mapę kolejne produkty. Zastanawiam się, jak przebiegało badanie. Czy parę osób zdecydowało się zasiąść przed skomplikowanymi maszynami, czy po prostu z rozmarzonym wyrazem twarzy opisywali swoje ulubione jabłka albo sos pomidorowy? Co ja powiedziałabym na ich miejscu? Do jakiego stopnia potrafię określić „pomidorowy” kolor? Okazuje się, że nad tą mapą, którą traktuję jak zabawkę, naukowcy spędzili dwa lata – przepytali smakoszy w sześciu krajach. Dwa lata w służbie smaku? Jestem gotowa na to wyzwanie. Zamykam oczy. Jak wygląda moje ulubione ciasteczko? Hm, to chyba nie zajmie aż dwóch lat…